Jesteś tutaj

Karta może się odwrócić każdego dnia - rozmowa z Zuzą Grabowską.

Dziesięć lat temu ukończyła Akademię Teatralną w Warszawie, ma na koncie wiele doświadczeń zawodowych, ale długo czekała na swoją chwilę. Dzięki nowemu serialowi „Lekarze na start” w końcu będzie mogła pokazać pełnię możliwości. Wcieli się w Martę, która wychowuje kilkuletniego synka, i  walczy o pracę w szpitalu.

- Jakie masz odczucia po pierwszych dniach zdjęciowych na planie „Lekarzy na start”?

- Wczułam się w klimat serialu wcześniej, bo przed rozpoczęciem zdjęć mieliśmy przeszkolenie z pierwszej pomocy i ogólnomedyczne. Nasi bohaterowie pracują w szpitalu, codziennie walczą o życie pacjentów, pewne podstawowe czynności musimy mieć we krwi, bo często będziemy musieli je wykonywać. To zdecydowanie usprawnia kręcenie kolejnych scen. Mamy świetne warunki do pracy. Większość zdjęć będzie powstawała w pięknej, wielkiej hali. Gdy pierwszy raz do niej weszłam, poczułam się jak w renomowanej klinice. Mamy do dyspozycji mnóstwo pomieszczeń, gabinetów, piękną recepcję, nawet prosektorium. Jest sprzęt medyczny, wyposażenie. „Lekarze na start” to bardzo duże przedsięwzięcie. Producentom i szefom telewizji Puls zależy, żeby serial wiarygodnie odwzorowywał klimat panujący w prawdziwym szpitalu.

- Kim jest twoja bohaterka?

- Gram Martę, jedną ze stażystów, którzy walczą o posadę w szpitalu. Jest starsza od swoich kolegów i koleżanek i - w przeciwieństwie do nich - ma doświadczenie, bo wcześniej przez parę lat pracowała jako pielęgniarka. No i zna doktor Konarską (Marta Król – przyp. aut.), która prowadzi stażystów, co będzie wzbudzało podejrzenia innych bohaterów. Niektórzy będą myśleli, że ma w związku z tym fory. Marta jest bardzo empatyczna i wrażliwa, potrafi dotrzeć do pacjentów. Ma odwagę i chce się rozwijać. To ciekawa postać, polubiłam ją, co – mam nadzieję – będzie widać na ekranie.

- W serialu będzie pokazywane życie prywatne waszych bohaterów, czy scenarzyści skupili się na rzeczywistości szpitalnej?

- Na razie większość scen rozgrywa się w szpitalu, ale wiem, że są plany, by w serialu pojawiła się także warstwa obyczajowa wykraczająca poza świat medyczny. Moja bohaterka ma kilkuletniego syna, ale nie wychowuje go w tradycyjnej rodzinie… Nie mogę zdradzać szczegółów, ale ten wątek może okazać się rewolucją w polskich serialach.

- Mogłabyś być lekarzem?

- Żeby na co dzień obcować z chorymi, trzeba mieć odpowiedni charakter, kręgosłup emocjonalny i pewną rękę do wykonywania nakłuć i cięć podczas operacji. Ludzie, którzy są lekarzami, muszą mieć do tego predyspozycje. Ja ich nie mam, nie dałabym rady pracować w szpitalu, ale oczywiście zagram moją postać tak, jakby to było jej powołanie.

- Widzisz analogię między rywalizacją głównych bohaterów „Lekarzy na start”, którzy chcą dostać angaż w szpitalu, a światem aktorów? Wy też, po ukończeniu uczelni, walczycie o role i pozycję w show-biznesie.

- W pierwszej scenie serialu doktor Konarska powie licznej grupie stażystów, że spośród nich zostaną w szpitalu tylko cztery osoby. Podobny przesiew jest wśród aktorów. Do egzaminów do każdej państwowej szkoły teatralnej przystępuje kilkaset osób, a na wydział aktorski dostaje się dwadzieścia. Co roku mury uczelni opuszcza około setka dyplomowanych aktorów, ale rynek jest nasycony i dla wielu z nich nie ma pracy. Jedni błyszczą zaraz po szkole, a później gasną, inni czekają na swoją chwilę pięć, dziesięć, nawet piętnaście lat. Nie ma reguły.

- Ty musiałaś poczekać na swój czas. Skończyłaś studia dziesięć lat temu, grałaś duże role w serialach „Królowie śródmieścia” czy „Czas honoru”, ale praca na planie „Lekarzy na start” to twoje największe wyzwanie przed kamerą.

- Zdecydowanie. Po raz pierwszy gram rolę, która od razu jest rozpisana na kilkadziesiąt odcinków. W najbliższym czasie będę pracowała po dwadzieścia dni w miesiącu; to bardzo dużo. W tym zawodzie nie można się poddawać, bo karta może się odwrócić każdego dnia. Miałam mieć wolne całe lato, bo w teatrze trwa przerwa wakacyjna, zaplanowałam wyjazdy, a okazało się, że w najbliższym czasie będę chodziła prawie codziennie do pracy. Trzeba być na to gotowym, elastycznie podchodzić do życia.

- Jak pogodzisz zdjęcia na planie „Lekarzy na start” z pracą w teatrze?

- Gram w Teatrze Dramatycznym i w Teatrze Kwadrat w Warszawie, ale nie mam w żadnym z nich etatu, więc nie muszę być dyspozycyjna. To kwestia organizacji, liczę na to, że uda się wszystko ze sobą pogodzić. Spektakle są wystawiane zazwyczaj o godzinie dziewiętnastej, czyli mogę spędzać całe dnie na planie, a potem jechać do teatru. Cieszę się, że mogę się sprawdzać w różnym repertuarze. W Teatrze Kwadrat gram w farsie - „Czego nie widać”, w Teatrze w Dramatycznym w kilku dramatach. Mam rolę w dużym serialu i prowadzę rozmowy na temat pracy na planie filmu fabularnego. Jest pięknie!

- Czyli o wakacjach w tym roku możesz zapomnieć?

- Już miałam wakacje. Czeka mnie lato na planie, ale jeśli dostanę dwa-trzy dni wolnego, pewnie wsiądę w pociąg i pojadę zrelaksować się nad morze. Kocham Bałtyk, co roku staram się być na Helu. Nigdzie na świecie nie ma takiego białego piasku! Nie jestem typem domownika, lubię się przemieszać - gdy mam trochę czasu, myślę o bliższych i dalszych podróżach.

- Gdzie spędziłaś wakacje?

- Byliśmy z mężem (Paweł Domagała – przyp. aut.) w Nowym Jorku. To była nasza zaległa podróż, do której zbieraliśmy się kilka lat. Raz nawet mieliśmy kupione bilety lotnicze, ale Paweł dostawał rolę w filmie „Wkręceni”. No, ale w końcu się udało i polecieliśmy do mojego ulubionego miasta. Mówi się, że to serce świata i coś w tym jest. Gdy się tam jest, czuć jak bije. Mieszkaliśmy na Manhattanie - w poniedziałek o trzeciej rano pootwierane sklepy, mnóstwo przechodniów, jeżdżą taksówki, gra muzyka. Nowy Jork nigdy nie śpi, tętni życiem całą dobę.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski